Na dobry początek

Na dobry początek

Category: Uncategorized

Powrót

Podczas urlopu nad morzem szukałam sposobu, by dać odpocząć przeciążonemu kręgosłupowi. Korzystając z możliwości krótkiego wyjścia w pojedynkę­, poszłam sprawdzić ofertę zabiegów pobliskiego SPA.

Zupełnie się nie spodziewałam, że tuż po wejściu pojawi się ona. Mała, prosta, skromna. Ścianka wspinaczkowa.

Przywołała mnie. Albo ja przywołałam ją.

Kiedyś wspinałam się regularnie – treningi na ściankach w mieście, do tego częste wyjazdy w skały w Jurę. Pokochałam ten sport całym sercem. Moje ciało i głowa również.

Ponad 2,5 roku przerwy. A od ostatniego wyjazdu w skały – 5 lat.

Po drodze staw skokowy w gipsie i wielomiesięczna rekonwalescencja (pozrywane więzadła, odłamki kostne i widmo operacji). Opłakanie utraty wcześniejszej sprawności. Tęsknota za zawieszoną w próżni ważną częścią samej siebie. Potem czas ciąży i absorbująca opieka nad niemowlakiem. Akceptacja zmiany, spełnienie w innych działaniach. Samo życie.

Aż tu nagle ONA.

To niezwykłe uczucie – powrócić na ścianę po takim czasie. Znów czuć chwyty pod palcami, drżenie mięśni w udach. Wytężoną pracę każdej komórki ciała. Przyspieszony oddech, skupienie na celu, poczucie własnej mocy. A ciało pamięta. Niesamowite.

Trochę wzrusz.

Przed burzą

Zrywa się wiatr. Widzę przez okno, jak szarpie gałęźmi jabłonki. Otwieram je na oścież i czuję w powietrzu ukochany, znajomy zapach – nadchodzi burza.

Zdejmuję sandały, uwalniam stopy i wychodzę boso na trawę. Rozpuszczam włosy, pozwalam na nieład. Przymykam oczy, wystawiam twarz w stronę, z której wieje. Na policzkach czuję rześkie, chłodne powietrze.

Robię głęboki wdech, pauza, powoli wypuszczam powietrze. Drugi, jeszcze wolniej. Z każdym kolejnym zwalniam coraz bardziej.

Po chwili czuję, jak łagodnieją kłębiące się myśli. Jak cichnie szum w skroniach. Jak puszcza napięcie w barkach. Zatrzymuję się. Po brzuchu rozlewa się ciepło i spokój.

Jestem tu i teraz.

W pułapce kompetencji

Nowy projekt, przedsięwzięcie, zlecenie, tekst. Niby wszystko wygląda w porządku – w głowie, jako szkic czy na papierze. A jednocześnie gdy dochodzi do podjęcia ostatecznego kroku, pojawia się zawahanie, wątpliwość – czy jestem pewna? Czy to nie głupie? Może powinnam jeszcze nad tym popracować?

Continue reading

Pierwszy krok

Kilka lat temu natknęłam się w czytanej wtedy książce na takie zdanie:

Pierwszy krok we właściwym kierunku nie musi być duży.

Pamiętam, że niemal zaniemówiłam z wrażenia. Pierwszy krok we właściwym kierunku nie musi być duży. Banalne, prawda? A jednocześnie takie odkrywcze, tak bardzo wyzwalające.

Wracam do tego zdania, kiedy czuję, że rzeczywistość mnie przytłacza, kiedy nad moją głową piętrzą się zadania, a wokół przedmioty. Kiedy chcę podjąć działanie, ale wydaje mi się to zbyt skomplikowane, więc odkładam na nieokreślone potem.

Czasem tak się zafiksowuję na tym, jak do czegoś podejść, że zapominam, że wystarczy po prostu zacząć.

Przecież nie muszę startować z wysokiego C. Nie muszę od razu robić czegoś doskonale. Nie muszę zjadać całej żaby na jeden raz. Mogę po prostu zacząć. Zacząć od czegokolwiek – od banalnej, drobnej rzeczy. A potem zrobić kolejny, mały krok. Niby oczywistość, nic rewolucyjnego. A jednak przełamuje opór przed rozpoczęciem działania, pomaga zwalczyć prokrastynację i iść do przodu.

Długo wpadałam w pułapkę perfekcjonizmu.

Byłam tą właśnie osobą, która poprawiała wykonywane zadania w nieskończoność albo zniechęcała się, gdy nie potrafiła czegoś zrobić idealnie. Jakbym grzęzła gdzieś w błocie. Od kilku lat przestawiam się na „wystarczająco dobre” działanie i wreszcie oddycham bez zadyszki.

Zastanawiam się, co to znaczy żyć świadomiej, wolniej, prościej, uważniej.

Ale nie według definicji z książek, popularnych blogów czy opiniotwórczych guru, tylko dla mnie – przy moim stylu życia, moich potrzebach i moich wyborach – i biorę sobie to, co mi służy, co jest spójne z tym, co dla mnie ważne.

Czasem naprawdę sporo się dzieje. Działam na rzecz praw człowieka, angażuję się w różne inicjatywy społeczne, rozwijam się, podróżuję, a do tego od kilku miesięcy jestem mamą, co jest przepięknym doświadczeniem, ale też wywraca wcześniejszą organizację czasu do góry nogami.

Tym bardziej przydaje mi się to upraszczanie, lepsze gospodarowanie swoimi zasobami i świadome decydowanie, na co chcę przeznaczyć swój czas i w co inwestować energię, a w co nie.

W praktyce nie zawsze jest to takie łatwe i prawda jest taka, że wciąż zdarzają mi się potknięcia. Pojawia się pokusa, by od razu, wszystko, jednocześnie, doskonale. Z odsieczą przychodzi mi to krótkie, proste zdanie. Pierwszy krok może być mały, przypominam sama sobie. Może być koślawy. Może być banalny. Może być niepewny. Może być niedoskonały. Może być nawet symboliczny. Wystarczy, że jest we właściwym kierunku.

Pierwszy Dzień Matki

Mój pierwszy Dzień Matki.

Wdzięczność. Sprawczość. Radość. Moc.

Oraz Rupi Kaur – w samo sedno.

Na dobry początek

Bez wielkiego rozmachu, fanfarów, fajerwerków. Po prostu zaczynam. Robię mały krok do opowiadania prostych historii. Archiwizowania przemyśleń, obserwacji, zachwytów. Krok w stronę dzielenia się małymi przyjemnościami i potknięciami. Myślami, które kłębią się w głowie, jak pod pokrywką gotującego się garnka. Które się snują trochę jak chmury nad czołem. Które grzeją jak kominek w chłodny wieczór.

Robię pierwszy krok. Na dobry początek.

I zapraszam Cię na wspólny spacer tą ścieżką. A dokąd nas zaprowadzi – zobaczymy.

© 2017 Na dobry początek

Theme by Anders NorenUp ↑